warszawskim tropem chińszczyzny

Przejeżdżając autobusem przez Warszawę, dodam pierwszy raz, ponieważ dopiero co się tam przeprowadziłam, na bilboardzie przyuważyłam tajemniczą nazwę woo to go. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że pewnie to jakaś nowa kampania telefonów komórkowych. Bilboard nie informował w ogóle o tym czego dotyczy tajemnicze hasło. Z racji tego, że jestem bardzo ciekawską osobą, po przyjściu do domu wpisałam sobie w Google.pl tajemniczą nazwę woo to go. Ku mojemu zaskoczeniu, nie była to strona dotycząca sieci telefonii komórkowej ani banku a mało znanej chińskiej restauracji. Zdziwiona zaczęłam przeglądać stronę i znalazłam naprawdę pysznie wyglądające jedzonko. Dodam, że chińskie i japońskie przysmaki należą do moich ulubionych. Stwierdziłam, że warto spróbować i zamówić tym bardziej, że byłoby to pierwsze spotkanie z jedzeniem w Warszawie. Oczywiście mój kurczak miodowo-czosnkowy dotarł po półtora godziny, co mnie zbulwersowało, jednak jak się później dowiedziałam to jest minimalny czas dostawcy, ponieważ warszawa jest duża oraz liczna ilość korków nie pozwala na bardzo szybką dostawę jak to miało miejsce w poprzednim miejscu mojego zamieszkania. Nie szkodzi, kurczak był pyszny i na pewno jeszcze zamówię, mało tego zaczynam kurs po warszawskich knajpach z chińskimi i japońskimi przysmakami.